Ten serwer to całe zawody "kto dłużej nie zdechnie". Najpierw myślisz, że biegacze i twoja głupota to twoje główne problemy, ale potem zdajesz sobie sprawę, i to na własnej dupie, że w tym piekle istnieją również:
1) jebana kura, która jakimś cudem zespawnowała się w centrum miasta, zebrała za sobą ogon z hordy zombie po całym mieście i biegnie prosto do was, prosząc się na ręce.
2) Teammate, o którego można się potknąć, przewrócić się i umrzeć, gdy biegniecie razem z kurą przed hordą zombie.
3) Teammate, który chyba został przeklęty przez Indie Stone za wszystkie swoje grzechy i dosłownie każde auto, którego dotknie, decyduje, że fajnie będzie włączyć alarm w środku miasta.
4) Inny teammate, który uznał, że żart lub myśl o spławieniu butli z propanem innemu graczowi to zdrada najwyższego stopnia, karana nie tylko śmiercią, ale i utratą priva.
5) Teammate, który postanowił bawić się w Rambo i zaczął strzelać w mieście z broni palnej bez żadnego planu.
6) Kalorie to waluta życia. Nie mając kalorii na tym serwerze, łatwo stać się anorektykiem, stać się ociężałym i stracić przez to życie na początkowym etapie gry, bo żeby oczyścić drogę chociaż do jednego punktu zainteresowania – to nie lada zadanie i pochłania niewiarygodną ilość kalorii. A podczas gdy wasz teammate zabiera wam ostatnią paczkę chipsów znalezioną w śmietniku, być może będziecie musieli szukać innych sposobów na zdobycie kalorii.
7) Jebany samolot, który pojawia się, gdy postanowicie pokręcić się po mieście i musicie siedzieć gdzieś w ciemnościach w domu i modlić się, żeby nie zawędrowały tu przypadkiem hordy biegające po całym mieście.
Tak, ponad połowa problemów to wasz teammate i kura. W związku z tym mam traumę psychiczną. Teraz jestem niespokojny, gdy teammate nabija rewolwer. Boję się, gdy obok mnie muczy krowa. Boję się myśleć o tym, że mam w domu parę butli z propanem...